Historia

Ks. Ignacy Skorupka – Bohaterski kapelan Bitwy Warszawskiej

„Nie martwcie się! Bóg ześle nam człowieka

takiego jak Kordecki, jak Joanna d`Arc.

Człowiek ten stanie na czele armii,

doda nam odwagi i nastąpi zwycięstwo.

Bliskim jest ten dzień. Nie minie 15 sierpnia,

dzień Matki Boskiej Zielnej, a wróg będzie pobity”.

Z kazania ks. Ignacego Skorupki wygłoszonego 31 lipca 1920

 

 

Gdy umierał od sowieckiej kuli, która roztrzaskała mu czaszkę miał zaledwie 27 lat. To tak niewiele, że może się wydawać na pierwszy rzut oka, że gdyby ktoś chciał się pokusi o napisanie klasycznej biografii ks. Ignacego Skorupki miałby pewnie niezbyt dużo pracy. Nic bardziej mylnego. Jak chyba do żadnego innego z polskich bohaterów XX w. mają zastosowanie wobec ks. Ignacego Skorupki słowa biblijnej Księgi Mądrości: „wcześnie osiągnąwszy doskonałość, przeżył czasów wiele”…

Mimo tego, że od zakończenia Bitwy Warszawskiej 1920 r. minęło już tak wiele lat wśród historyków ciągle toczą się spory dotyczące tego kto i co w najbardziej znaczący sposób przyczyniło się do zwycięstwa nad Bolszewikami? Nie mi rozstrzygać te spory. Warto jednak może, z dala od tych ciągle bardziej politycznych niż historycznych namiętności, wspomnieć o postaci wyjątkowego chłopaka z warszawskiej Woli, który jako kapelan z krzyżem w ręku poderwał do walki młodych żołnierzy ratując w ten sposób ważny odcinek frontu przed bolszewicką nawałnicą, a tym samym może ratując przez rozlaniem się komunizmu w 1920 r. nie tylko na Polskę, ale na całą Europę.

Los Polski był wówczas śmiertelnie zagrożony. Kroczący niczym straszna wataha Bolszewicy nie kryli swoich zamiarów. Wystarczy zacytować fragment odezwy dowództwa do żołnierzy Armii Czerwonej: „Towarzysze! Runął Bóg, ten największy ciemiężca proletariatu. Legli nasi wrogowie. Wy teraz wolni, ale oto tam, na Zachodzie ciemiężona i krępowana brać Wasza ręce ku nam wyciąga… Po trupie Polski wiedzie droga do światowej rewolucji. Idźcie i we krwi zmiażdżonej armii polskiej utopcie zbrodnicze rządy Polaków. Na Wilno, Mińsk i Warszawę – marsz Towarzysze!”

Nie po raz pierwszy w historii przyszło nam Polakom bronić nie tylko własnej Niepodległości ale także całej Zachodniej Cywilizacji. Nie przez przypadek wybitny popularyzator historii wojskowości Simon Goodough w swojej książce „Tactical Genius in Battle” umieścił Bitwę Warszawską wśród 27 największych batalii wojennych w dziejach ludzkości, które przesądziły o losach świata. Zaś przedwojenny brytyjski ambasador w Polsce Edgar D’Abernon nazwał ją „osiemnastą decydującą bitwą w dziejach świata”.

Kto żyw tylko w 1920 r. w Polsce chwytał za broń aby bronić odzyskanej Niepodległości przez nadciągającym bolszewickim potopem. Biedni i bogaci, socjaliści i endecy, uczeni i ci, którzy dopiero się uczyli, wszyscy bronili Ojczyzny. Pamiętam jak jako uczeń liceum chodziłem z innymi kolegami z klasy z panią Marią Sanowską, nasz panią profesor od języka polskiego, porządkować groby bohaterów wojny 1920 r. na cmentarzu przy ul. Kobylińskiego w Płocku. Był wśród nich m.in. 14 – letni harcerz Antolek Grabowski. To krew takich bohaterów była strumieniem wolności, który ocalił Europę.

Nie da się napisać o nich wszystkich. Los jednak pojedynczego człowieka zawsze trafia do nas bardziej niż nawet najbardziej plastyczne opisy bitew i potyczek. Ignacy Jan Skorupka przyszedł na świat w Warszawie w 1893 r. Był ubogim chłopakiem z warszawskiej Woli, jakich wielu biegało po tamtejszych podwórkach w początkach XX w. Ojciec, skromny urzędnik szczycił się jednak szlacheckim pochodzeniem swojego rodu – herbu Korwin, zawsze żyjąc nadzieję na odzyskanie Niepodległości. Wychowany w duchu wspomnień o dziadku walczącym w Powstaniu Styczniowym, młodego chłopaka pociągały dwie pasje, służba Ojczyźnie i Bogu. Wstąpił do Seminarium, został księdzem, był zdolny i skierowany został na dalsze studia do stolicy rosyjskiego imperium, do Piotrogrodu (ówczesna nazwa St. Petersburga). Dał się tam poznać jako żarliwy patriota, pisał piękne wiersze, a swoją miłością do Ojczyzny zarażał innych działając m.in. w kole literackim „Polonia” powołanym pod nosem Cara. Jako duszpasterzowi przyszło mu pracować m.in. wśród swoich rodaków w odległych Klinicach (obecnie Klincy) w guberni czernihowskiej. Prowadził tam m.in. tajną polską drużynę harcerską i wiele innych inicjatyw patriotycznych, aż do zorganizowania w 1918 r. powrotu swoich podopiecznych w Polski.

Nie było mu dane, podobnie jak innym naszym rodakom długo cieszyć się spokojem. Walka o wolność i kształt polskich granic spędzała sen z powiek wszystkim. Jedna widmo strasznej katastrofy stało się realne przede wszystkim latem 1920 r. kiedy na Warszawę szła bolszewicka nawałnica. Ks. Ignacy Skorupka zgłosił się wówczas do swojego biskupa kardynała Aleksandra Kakowskiego z prośbą o skierowanie go do wojska jako kapelana. Nie był chyba odosobnionych w swoich prośbach młody kapłan skoro warszawski metropolita odmówił mu tłumacząc to w następujący sposób: „Jesteś bracie czterdziestym pierwszym, który o to prosi. Nie jesteś tam potrzebny”. Zbliżająca się Armia Czerwona i apel marszałka Józefa Piłsudskiego o zwiększenie liczby kapelanów zmiękczyły jednak serce Kardynała, który wyraził w końcu zgodę tak wspominając w pamiętnikach swoją ostatnią rozmowę z ks. Skorupką: „Zgadzam się, rzekłem, ale pamiętaj, abyś ciągle przebywał z żołnierzami w pochodzie, w okopach, a w ataku nie pozostawał w tyle, ale szedł w pierwszym rzędzie”. Miał go wówczas zapewnić młody ksiądz, że właśnie w tym celu chce iść na wojnę.

Z nominacji ówczesnego biskupa polowego Wojska Polskiego ks. Stanisława Galla ks. Ignacy Skorupka trafił do 236. ochotniczego pułku piechoty, gdzie służył w 2. batalionie Legii Akademickiej, którą tworzyli niedoświadczeni w walkach studenci i uczniowie. Wraz z nimi trafił 13 sierpnia na front. Następnego dnia rozegrała się ważna dla losów całej batalii z Bolszewikami bitwa pod Ossowem obok Radzymina. W bitwie taj brał udział batalion pod dowództwem por. Słowikowskiego. To właśnie z żołnierzami tego batalionu w komży, fioletowej stule i z krzyżem w ręku kroczył na Bolszewików ks. Ignacy Skorupka. Dowódca i sami żołnierze wspominają, że warunki wojenne na niedoświadczonych chłopakach, spiesznie powołanych do wojska dla obrony Ojczyzny, wywarły tak przygnębiające wrażenie, że oddział był bliski rozproszeniu. Wówczas to właśnie ks. Ignacy Skorupka miał ich poderwać do walki. Wedle najbardziej rozpowszechnionej relacji miał to uczynić z okrzykiem „Za Boga i Ojczyznę!”, wedle innej bardziej jak typowy Warszawiak, a nie jak ksiądz miał krzyknąć „Bij czerwoną zarazę.” Postawa Księdza musiała zrobić na żołnierzach wrażenie bo ruszyli do bohaterskiego kontrnatarcie, które uznawane jest za punkt zwrotny w tej bitwie. Miało to w opinie niektórych historyków umożliwić wykonanie rozstrzygającego manewru marszałkowi Piłsudskiemu znad Wieprza.

Nie wiemy dokładnie w którym momencie zginął ks. Ignacy Skorupka. W ogniu walk, gdy co chwila padają ranni i zabicie, nikt z jego towarzyszy nie wychwycił tego zdarzenia. Już po zakończeniu walk ciało jego zauważył płk Dobrowolski, który tak wspomina ten moment: „Obchodziłem pobojowisko po odrzuceniu Bolszewików. Zobaczyłem na ściernisku miedzy trupami leżącego księdza, twarzą do ziemi, krzyż trzymał w ręku. Miał roztrzaskaną czaszkę. Czterech żołnierzy położyło ciało księdza na płaszczu i zaniosło do wsi”.

Rzadko zdarza się by ktoś umierając w wieku 27 lat pozostawił po sobie testament. Ksiądz Skorupka, który jak gdyby przeczuwając to co może się wydarzyć na wojnie tak uczynił. Pisał w nim: „Dług za szkołę spłacam swym życiem. Za wpojoną mi miłość do Ojczyzny – płacę miłością serca… Proszę mnie pochować w albie i stule…”

Śmierć ks. Ignacego Skorupki stała się symbolem i momentem zwrotnym w wojnie z Bolszewikami. Jego bohaterstwo zostało podkreślone w specjalnym komunikacie wydanym przez wojsko. Pośmiertnie poległego kapłana odznaczono Krzyżem Virtuti Militari i awansowano do stopnia majora. Pogrzeb ks. Ignacego Skorupki, który miał miejsce 17 sierpnia w Warszawie, stał się wielka patriotyczną manifestacją.

Przed wojną postać ks. Ignacego Skorupki była powszechnie znana. Należał on do panteonu naszych narodowych bohaterów. Po wojnie, w okresie komunistycznym, kazano o nim zapomnieć. Ksiądz prowadzący żołnierzy z krzyżem na Bolszewików był dokładnym zaprzeczeniem wzorców jakie chciano pokazywać Polakom. Mimo, że od zakończenie okresu komunistycznego minęło już sporo lat postać tego wielkiego patrioty ciągle nie wyszła z mroków zapomnienia, na które skazali ją komunistyczni ideolodzy. Mija właśnie kolejna rocznica jego męczeńskiej śmierci. Śmierci na ołtarzu Ojczyzny. Warto o nim pamiętać przynajmniej w takim dniu.

Krystyna Krahelska – Warszawska Syrenka

„Losem naszego narodu jest strzelać do wrogów diamentami”

Prof. Stanisław Pigoń

 

 

Powstanie Warszawskie dzięki utworzonemu w 2004 r. Muzeum Powstania Warszawskiego jest mozolnie przywracane do naszej narodowej świadomości na właściwe mu miejsce. Kropla drąży skałę… Gdyby w jednym miejscu zgromadzić krew naszych bohaterów, którzy przelali ją w powstańczych walkach w Warszawie w 1944 r. to krew Krystyny Krahelskiej byłaby w tym oceanie narodowego cierpienia zaledwie jedną maleńką kropelką. A jednak w tej jednej kropli krwi przegląda się tragiczna historia największego powstańczego zrywu w okupowanej w czasie II wojny światowej przez Niemców Europie.

Nie będzie to tekst o samym Powstaniu Warszawskim. Nie będzie o Ojczyźnie i patriotyzmie. Będzie o czymś co gdzieś tam w głębi naszych serc, nieraz zatwardziałych, nieraz zacietrzewionych tkwi bardzo głęboko i ujawnia się w chwilach wyjątkowych. Będzie o miłości, pięknie, wrażliwości… Będzie o „skowrończej piosence”, która „nie dźwięczała jak sama radość”. Będzie o tych, które „musiały być mocne i jasne”, bo nie wolno im było „płakać i nie wierzyć”. Będzie o tych, którzy „Polskę nieśli w sercach i ramionach”…

Nie jestem pewien, ale to chyba Honoré de Balzac powiedział, że trzy są najpiękniejsze zjawiska na świecie: „kobieta w tańcu, koń w galopie i statek pod pełnymi żaglami”. Nigdy nie zobaczymy jej w tańcu. 1 sierpnia 1944 r. kule przeszyły jej piersi zabierając Warszawie jej żywy symbol. Możemy jednak patrzeć na nią spacerując nad Wisłą Wybrzeżem Kościuszkowskim. W kwietniu 1939 r. stanął tam spiżowy pomnik Warszawskiej Syrenki dłuta Ludwiki Nitschowej. Nie ma chyba nikogo w Polsce kto na zdjęciach czy filmach nie widziałby tego najbardziej charakterystycznego pomnika naszej Stolicy. Gdy Ludwika Nitschowa w latach 1936 – 1937 pracowała nad kształtem Warszawskiej Syrenki, która miała stanąć nad Wisłą pozowała jej młoda, mająca wówczas 22 – 23 lata studentka etnologii Uniwersytetu Warszawskiego Krystyna Krahelska. Pomnik Syrenki, który od kwietnia 1939 r. stoi nad Wisłą ma właśnie jej kształty. Ręce, które trzymają miecz i tarczę to te same ręce, które opatrywały rannych w pierwszych godzinach Powstania Warszawskiego, a dumnie wypięta pierś to ta sama, którą przeszyły niemieckie kule 1 sierpnia 1944 r.

Gdy w 1914 r. przyszła na świat Krystyna Krahelska wydawało się, że będzie miała szczęśliwe życie. Wprawdzie świat ogarnęła właśnie Wielka Wojna, ale wojna ta przyniosła Niepodległość Ojczyźnie. Przyszło jej więc w odróżnieniu od kilku wcześniejszych pokoleń dorastać i żyć w wolnej Polsce. Cieszyła się tym życiem i czerpała z niego radość swoimi wrażliwymi dłońmi i czułym sercem. Należała do Związku Harcerstwa Polskiego, prowadziła gromadę zuchów, uczestniczyła w składzie delegacji polskiej w Zlocie Skautów Słowiańskich w Pradze. Studiowała geografię, historię i enologię, którą ukończyła tuż przed wybuchem wojny. Była piękną dziewczyną, pozowała artystom, pięknie śpiewała występując m.in. przed mikrofonami Polskiego Radia w Warszawie i Wilnie. Miała zaledwie 25 lat gdy Polska stała się ofiarą niemieckiego i sowieckiego najazdu, a jej beztroskie życie, podobnie jak życie milionów Polaków zostało z dnia na dzień poddane rygorom zbrodniczej okupacji.

Tak jak ogromna większość Polaków nie uległa i prowadziła na swój sposób walkę dalej tak jak potrafiła najlepiej. Jej wrażliwość dała o sobie znać w wierszach i piosenkach, które pisała także w tym smutnym okresie. To ona napisała słowa i muzykę do najbardziej chyba znaną piosenką walczącej Warszawy. „Hej chłopcy, bagnet na broń!”

 

Hej, chłopcy, bagnet na broń!

Długa droga, daleka przed nami,

mocne serce, a w ręku karabin,

granaty w dłoniach i bagnet na broni!

 

Jasny świt się roztoczy,

wiatr owieje nam oczy

i odetchnąć da płucom, i rozgorzeć da krwi,

i piosenkę jak tęczę nad ziemią roztoczy

w równym rytmie marsza: raz, dwa, trzy!

 

Hej, chłopcy, bagnet na broń!

Długa droga, daleka, przed nami trud i znój!

Po zwycięstwo, my młodzi, idziemy na bój,

granaty w dłoniach i bagnet na broni!

 

Ciemna noc się nad nami roziskrzyła gwiazdami,

Białe wstęgi dróg w pyle, długie noce i dni,

nowa Polska zwycięska jest w nas i przed nami

w równym rytmie marsza: raz, dwa, trzy!

 

Hej, chłopcy, bagnet na broń!

Bo kto wie, czy to jutro, pojutrze czy dziś

przyjdzie rozkaz, że już, że już trzeba nam iść.

Granaty w dłoniach i bagnet na broni!

 

Ten powstańczy szlagier napisała Krystyna Krahelska w styczniu 1943 dla żołnierzy Zgrupowania AK „Baszta”. Po raz pierwszy został on opublikowany na łamach konspiracyjnego pisma „Bądź Gotów” (20 listopada 1943 nr 21). Przedrukowywany później wiele razy, zarówno w wydawnictwach konspiracyjnych jak i w antologiach powojennych, jest do dziś najbardziej znaną piosenką Powstania Warszawskiego.

Gdy wybuchło Powstanie nie mogło w nim zabraknąć młodej poetki. Była sanitariuszką o pseudonimie „Danuta” ratującą rannych żołnierzy z 1108. plutonu (d-ca ppor. „Wron” Karol Wróblewski) w 3. szwadronie 1. dywizjonu „Jeleń’ 7. Pułku Ułanów Lubelskich AK. Opatrywała rannych na Polach Mokotowskich. Kule jednak śmiertelnie przeszyły jej pierś i mimo operacji zmarła w nocy 2 sierpnia 1944 r. Niczym w jednym z jej wierszy…

[…]

Opadały czerwone jagody

Aż na samo dno ciemnej wody…

Kalinowym mostem chodziłam,

Kalinowy most się uginał,

 

Chciałam sobie ciebie przypomnieć,

Aleś mi się nie przypomniał

 

Były koła na wodzie ciemnej,

Było serce kalinowe we mnie…

[…]

 

Wybitny historyk literatury polskiej, przed wojną rektor Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, a po wojnie profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Stanisław Pigoń stwierdził, mając na myśli takie postacie jak Tadeusz Gajcy, Krzysztof Kamil Baczyński czy Krystyna Krahelska, że losem naszego narodu jest strzelać do wrogów diamentami. Tak pisała o wojnie parafrazując słowa znanej piosenki „Perła” Warszawskiego Powstania Krystyna Krahelska w swoim wierszu „O wojence…”

 

O wojenko, wojenko, jaka siła w tobie…

Cicho śnią twoi chłopcy w płytkim swoim grobie.

Na ulicach Warszawy, pod Mławą, pod Rawą

Polegli młodą śmiercią, jaskrawą i krwawą.

Gorzko śnią twoi chłopcy w płytkim swoim grobie

A Polskę – niby ziarno w roli – mają w sobie.

Gorzkim piołunem, trawą, nie pękiem róż białych,

Nie jak w piosence – groby po Polsce rozsiałaś

O wojenko, wojenko, cóżeś ty za pani…

Drugi rok siedzą chłopcy – ponumerowani –

– A Polska jest tam z nimi razem – za drutami

O wojenko, wojenko, cóżeś ty za pani…

Hej wojenko, wojenko, jakaś ty szalona,

Siłę w tych polskich chłopcach niełatwo pokonać

W Francji, Belgii czy Grecji, śród piasków Sahary

Trud dróg najkrwawszych wzięli na swój mundur szary,

Polskę niosą w sercach i ramionach

Hej wojenko, wojenko, jakaś ty szalona!

 

Gdy gasło jej wrażliwe serce w pierwszą noc sierpnia 1944 r. miała zaledwie 30 lat. Już nikt nigdy nie zobaczył jej w tańcu, nie usłyszał jej śpiewu, nie przeczytał kolejnych wiersz, których nie było jej dane napisać. A mimo to jeśli o kimkolwiek możemy powiedzieć cytując Horacego, że „wybudował sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu” to właśnie o sanitariuszce z Powstania Warszawskiego Krystynie Krahelskiej pseudonim „Danuta” i to nie dlatego, że jej spiżowa postać stoi od 1939 r. na cokole przy Wybrzeżu Kościuszkowskim w Warszawskie, nie dlatego że napisała piosenkę, którą w 1944 r. śpiewała cała powstańcza Warszawa, ale dlatego, że gdy gasło jej serce 2 sierpnia 1944 r. razem z nią zgasł kawałek Polski. Bo jak pisał Stanisław Wyspiański: „Serce!? A to Polska właśnie”

Niech towarzyszą Krystynie Krahelskiej w jej wiecznym śnie słowa „Kołysanki”, którą sama napisała:

 

Smutna rzeka, księżyc po niej pływa,

Nad nią ciemne dłonie chyli klon,

Śpij, dziecino, nic się nie odzywa,

Śpi w mogiłach zakopana broń

 

Smutna rzeka, usnął las ciernisty,

Srebrne gwiazdy spadły w srebrną toń.

Gdzieś po polach, gdzieś po lasach mglistych

Czujnie drzemie zakopana broń.

 

Smutna rzeka, księżyc po niej spłynął,

Ciemna noc na liściach kładzie dłoń.

Śpij dziecino, śpij, żołnierski synu,

Już niedługo obudzimy broń

Władysław Bełza. Katecheta polskości

„…A więc ucz się polska młodzi,
Nie schodź nigdy z drogi cnoty!
Może w tobie Bóg odrodzi,
Zygmuntowski wiek nasz złoty!”

 

Władysław Bełza, Do dzieci. Zamiast przedmowy

 

 

 

. Ale choć jego imię zostało nieomal zapomniane przesłanie, które płynęło z jego serca wydało piękne owoce i dziś także, w nieomal 100 lat od jego śmierci, stanowi ważny element naszej narodowej tożsamości. Któż z nas bowiem będąc dzieckiem nie uczył się, i to nie tylko w szkole, ale przede wszystkim od swoich rodziców jego wiersza pt. „Katechizm polskiego dziecka”?

 

Katechizm polskiego dziecka

– Kto ty jesteś?
– Polak mały.
– Jaki znak twój?
– Orzeł biały.
– Gdzie ty mieszkasz?
– Między swemi.
– W jakim kraju?
– W polskiej ziemi.
– Czem ta ziemia?
– Mą Ojczyzną.
– Czem zdobyta?
– Krwią i blizną.
– Czy ją kochasz?
– Kocham szczerze.
– A w co wierzysz?
– W Boga wierzę,
– Coś ty dla niej?
– Wdzięczne dziecię.
– Coś jej winien?
– Oddać życie.

Pierwsza strofa dla w wersji dla dziewczątek:

– Kto ty jesteś?
– Polka mała.
– Jaki znak twój?
– Lilia biała.

Przed II wojną światową znany był powszechnie nie tylko ten wiersz, który niczym samotna poetycka latarni pozostał na brzegu morza naszej obecnej prozaiczności, ale znana była cała twórczość tego neoromantycznego poety. To wiersze Władysława Bełzy czytały matki swoim dzieciom – późniejszym bohaterom spod Monte Cassino, Tobruku czy chłopcom z Powstania Warszawskiego. Po wojnie jego poezja w której religia przeplatała się z treściami patriotycznymi, a Ojczyzna urastała do roli wielkiego sacrum nie mogła być propagowana przez władze, które wyrastały z marksistowskiego przekonania, że „religia to opium dla ludu”. Jedynym w zasadzie wierszem, który przetrwał w tym czasie był właśnie „Katechizm dziecka polskiego” z tą tylko różnicą, że pomijano jego pierwotny tytuł, a fragment

– A w co wierzysz?
– W Boga wierzę

komunistyczna cenzura zmieniła na:

– A w co wierzysz?
– W Polskę wierzę

Gdy dziś tych, którzy wyrośli w cieniu poezji Władysława Bełzy podziwiamy już coraz częściej tylko z kart historii warto na chwilę zatrzyma się nad jego twórczością aby może „ocali ją od zapomnienia”. Gdyby chcieć w jednym zdaniu oddać główne filary wokół, których koncentrowała się skierowana do dzieci twórczości tego poety to oddaje je przesłanie płynące z wiersza „Co masz kochać?”:

Co masz kochać? pytasz dziecię,
Co dla serca jest drogiego?
Kochaj Boga, bo na świecie,
Nic nie stało się bez Niego.
Kochaj ojca, matkę twoją,
Módl się za nich codzień z rana,
Bo przy tobie oni stoją,
Niby straż od Boga dana.
Do Ojczyzny, po rodzinie,
Wzbudź najczystszy żar miłości:
Tuś się zrodził w tej krainie,
I tu złożysz swoje kości.
W czyjem sercu miłość tleje,
I nie toczy go zgnilizna,
W tego duszy wciąż jaśnieje:
Bóg, rodzina i ojczyzna!

Ten urodzony w zaborze rosyjskim, w Warszawie, poeta dojrzewał literacko w kręgach emigracji politycznej, która zdawał się wówczas być tylko pozostającym w beznadziejnym położeniu wyrzutem sumienia Europy. To tam jego serce i poetycka wrażliwość dały się ogarnąć romantycznemu przesłaniu. Gdy wrócił na ziemie polskie do ówczesnego zaboru pruskiego stał się bardzo gorliwym obrońcą polskości na Śląsku i w Wielkopolsce. W tej sytuacji w państwie kanclerza Bismarcka nie mogło by dla niego miejsca. Został wiec jako tzw. niepożądany cudzoziemiec wyrzucony. Wkrótce trafił do Galicji gdzie jego losy związały się z ziemią krasieńską, a potem ze Lwowem gdzie doczekał końca swojego pięknego życia. Bliskość mogił polskich królów w krakowskiej Katedrze Wawelskiej stała się dla niego natchnieniem w najbardziej twórczym okresie jego życia. Tak rozpoczynała swój wiersz „W podziemiach Wawelu”:

Czy znasz młody przyjacielu,
Groby królów na Wawelu?

Na kolanach idź mój mały,
Przed te trumny marmurowe,
I u szczątków naszej chwały,
Ze czcią pochyl twoją głowę.

 

W swojej pracy mocno zaangażował się w krzewienie wiedzy i polskiej książki. Pracował w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich we Lwowie, należał do współzałożycieli Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza i Wydawnictwa Macierz Szkolna. To przesłanie towarzyszyło mu nie tylko w pracy zawodowej, ale także wypełniało treścią jego twórczość. Pragnąc Wolnej Polski wiedział, że należy kształcić przyszłe pokolenia, którym może będzie mogli tę wolność wywalczy i obroni, dlatego zachęcał dzieci do nauki i piętnował tych, którzy od książek stronili. Tak rozpoczynał się jego wiersz, w którym kreślił „obraz leniuszka”:

W głowie same wróbelki,
Niby w pustej stodole;
Oj, leniuszek to wielki,
Nie chce uczyć się w szkole.

Takim właśnie leniuszkiem był inny bohater wiersza Władysława Bełzy niejaki Janek:

Był sobie chłopczyk, imieniem Janek,
Na pozór skromny niby baranek,
Ale w istocie wisus jak mało,
Któremu nic się uczyć nie chciało.

Mimo nalegań ojca i mamy trudno było zapędzić Janka do nauki ponieważ potrafił znaleźć wymówkę i zawsze uważał, że ma na to dużo czasu. Tak przeleciał Jankowi cały roczek i całe życia:

Przemknął do nauk wiek młody, świetny,
Aż wyrósł z Janka — dudek kompletny!

O! drogie dzieci! na każdym kroku,
Los tego Janka miejcie na oku;
Rok nie tak długi jak wy sądzicie,
A z drobnych chwilek składa się życie!

Z tych drobnych chwilek składało się życie tego prawie zapomnianego neoromantycznego poety. Czymś jednak o wiele cenniejszym dla nas niż wiersze Władysława Bełzy są czyny tych, którzy wychowali się na nich. Na twórczości Władysława Bełzy wyrastali polscy bohaterowie, którzy po latach zaborów oddawali swoje życie walcząc o wolną Polskę i jej granice gdy kończyła się I wojna światowa. To jego wiersze czytały do snu w dzieciństwie matki Polskim Orlętom spod Lwowa. One były fundamentem wychowania pokolenia oficerów poległych w Katyniu i Żołnierzy Wyklętych. Wielu z nich nosiło w swoich sercach przesłanie Władysława Bełzy. Warto na koniec z jego bogatej twórczości, zacytować jeszcze jeden wiersz:

O celu Polaka

Polaka celem:
Skrucha przed Bogiem,
Mir z przyjacielem,
A walka z wrogiem.

Cześć dla siwizny,
Czyste sumienie,
Miłość Ojczyzny
I poświęcenie.

Chętnie krew własną,
Dać w dobrej sprawie,
Zacnie i jasno,
Dążyć ku sławie.

Umieć na progu
Złożyć urazy,
Mieć ufność w Bogu
I żyć bez skazy.

Trudy i znoje,
Znosić z weseleni,
To, dzieci moje,
Polaka celem.

Zapomniana historia Nieznanego Żołnierza

Chyba nie ma w Polsce człowieka, który widząc Grób Nieznanego Żołnierza w Warszawie nie potrafił określić co to za miejsce? Nieliczni jednak wiedzą, kto jest pochowany pod płytą, na której od 89 lat widnieje napis:

Tu leży żołnierz polski poległy za Ojczyznę”

Ale jak każdy żołnierz także i ten choć nie ma swojego imienia, ma swoją historię. Kiedyś tę historię znali wszyscy. Zanim wybuchła II wojna światowa uczono o niej w szkołach, opowiadano po domach, pisano w gazetach. Gdy jednak nastał czas II wojny światowej, tego Żołnierza nieprzyjaciele Ojczyzny znów zmobilizowali do czynnej służby. Najpierw uczynili to Niemcy, którzy widząc w jego grobie najbardziej namacalny element polskości i patriotyzmu zakazali czcić jego pamięć, a w grudniu 1944 r. zburzyli monumentalny Pałac Saski w kolumnadzie, którego spoczywał Nieznany Żołnierz. Komuniści, którzy wkroczyli do Warszawy wraz z Sowietami odbudowali wprawdzie sam Grób choć w zmienionej (częściowo zakłamanej) formie, ale zrobili coś jeszcze gorszego. Temu i tak bezimiennemu żołnierzowi zabrali także jedyną rzecz jaką posiadał… własną (więcej…)

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress